Przerobiona grafika, tło z www.pinterest.com

Woodkid Project – mały, ale wielki koncert

898

Tydzień temu w niedzielę wieczór zatrzęsła się ziemia. Kolejki wypełniły Dom Technika NOT w Gdańsku. Muzyka francuskiego artysty naładowała widownię olbrzymią dawką pozytywnej energii. Tak wielką, że mimo szarości i ulewy podrygiwałem z radości przez cały zeszły poniedziałek. Pasja grupy wykonawców, ich żar oraz efekt ciężkich godzin pracy były wspaniałe. Kto dał ten pamiętny koncert, o kim mowa? Woodkid Project.

CO JA TAM ROBIŁEM?

Nie zabrzmi to górnolotnie, ostrzegam. Muzyki Woodkida słucham od kiedy usłyszałem „Iron” w zwiastunie gry Assassin’s Creed Revelations. Ubisoft zawsze potrafi dobrać dobre kawałki do wypuszczanych na łamy Internetu zapowiedzi. Ten fragment promocji opanowali moim zdaniem do perfekcji. Niejednego zespołu zacząłem słuchać właśnie dzięki takim klipom. Tak odnalazłem krążek „The Golden Age”. Bardzo mi się spodobał, biją od niego silne emocje. Słuchałem go w różnych momentach i mam do niego swoisty sentyment. Dlatego marzyłem, by pójść na koncert autora. Spełnienie tego pragnienia przyszło z mało oczekiwanej strony. Znajoma z czasów szkolnego Radiowęzła zaprosiła mnie na występ jej grupy muzycznej. Mieli nad nim długo pracować, od dawna przygotowywać i dlatego był dla niej ważny. Wspominała, że to najpoważniejszy projekt muzyczny, z jakim miała do czynienia. Zgodziłem się pójść w ciemno. W końcu kto by nie okazał wsparcia znajomym? Dopiero później uderzyła mnie nazwa – Woodkid Project.

MIAŁEM OBAWY

Spodziewałem się suchego odegrania kilku coverów. Zero improwizacji, po prostu orkiestra odwzorowująca część utworów. Do tego wokal, o który martwiłem się najbardziej. Woodkid ma niski głos, silny francuski akcent oraz specyficznie intonuje wyrazy. Ma to wspaniały urok. Ale nie wierzyłem, że jakiś amator zaśpiewa to dobrze. Dlatego sam siebie przekonałem, że na występie będą wyłącznie instrumentale. Nie wiem, jak zrobiłem. Mimo zapowiedzi nie pozostawiających wątpliwości w tej kwestii? Najwyraźniej moja wiara w ludzkość nie jest zbyt wielka. To nie tak, że szufladkuję amatorów jako złych wykonawców. Po prostu rzadko ufam, że mają wystarczające doświadczenie, by brać się do realizacji konkretnych pomysłów. Bałem się, że tutaj 17-latek nie podoła zadaniu i nie zaśpiewa tego dobrze. Nawet nie chciałem myśleć o ewentualności, w której pozostawi mi zły posmak po jego wykonaniach. Zepsuciu reszty koncertu.

Tym bardziej cieszę się, że nie mogę wyjść z podziwu dla jakości spektaklu. Jednak było apetycznie. Wraz z patronami, ekipa z Woodkid Project zaangażowała do obsługi koncertu samych profesjonalistów. Akustyk przyjechał podobno specjalnie z Warszawy, jako wielki fan samego Woodkida. Cała idea projektu miała go niezwykle zachęcić. Spisał się na medal. W moje głuche ucho przyjemnie wpadały kwartet smyczkowy i pianino. Nawet, gdy sekcja rytmiczna wyciskała ze swoich perkusji ostatnie soki. Na mnie, jako laiku, zrobiło to olbrzymie wrażenie. Również wokal dobrze przebijał się na tle całej orkiestry. Oświetlenie dobrze odwzorowywało koncert samego Woodkida. Czułem się właśnie jak na jego występie. Wierzę ekipie, gdy mówiła, że oświetleniowiec pracuje z Sarsą bądź Afromentalem.

JAK TO WYGLĄDAŁO?

Drodzy czytelnicy, poniżej na klipie zobaczycie nagranie z koncertu samego Woodkida. „Volcano” odczuwalnie odstaje od reszty jego twórczości. Jednak wciąż wpasowuje się w charakterystyczny dla niego klimat. Nawet jeśli ten utwór Wam się nie spodoba, zachęcam do obejrzenia nagrania. Dobrze na nim widać, jak wyglądał koncert dany niedawno w Gdańsku. Tak samo rozstawiona perkusja, elementy improwizacji. Werbli nie ma w studyjnej wersji „Volcano”, podobnie jak niektórych solówek czy intro granych na pianie przez wykonawców z Woodkid Project. Ale jedno i drugie pasowało jak ulał. To samo tyczy się wyreżyserowania całego spektaklu. Owszem, wprawne oko mogło zauważyć niuanse, minimalne różnice. Jednak wynikały one raczej z braków w budżecie i nie umniejszały wielkości występu 😉

Wrażenie, że było się na występie tam, w Paryżu, bardzo wzmocnił lider grupy i wokalista Woodkid Project. Ubrany w duże shorty, długą bluzkę oraz z bródką wyglądał jak artysta, na którym się wzoruje. W tej sytuacji to duża zaleta. Nie tylko było  widać, że mocno inspiruje się Woodkidem. Świetnie pozwolił widowni zapaść się w szczegółowo odwzorowany klimat koncertów francuskiego twórcy. Nawet ich ruchy na scenie były podobne.

Młody artysta udźwignął swoje brzemię ku mojemu zaskoczeniu. Wokalem wpasował się w utwory. Zaśpiewał je nieco inaczej, na szczęście w dobrym tego słowa znaczeniu. Momentami brzmiał praktycznie jak Woodkid, dobrze oddał jego styl. Mimo, że trzymał się wyższych tonów. Z drugiej strony nie mam odwagi krytykować chłopaka, który wziął całą grupę w karby i doprowadził występ do realizacji. Dodatkowo sam wziął w nim udział mimo chorego gardła. Angina czy inne badziewie nie zatrzymały go. A były leczone antybiotykami oraz sterydami. Więc to musiała być coś poważnego. Tym bardziej młody artysta zasługuje w moich oczach na uznanie.

WOODKID PROJECT: LIDER NA TLE SZARYCH MYSZEK, CZY SILNY ZESPÓŁ?

Fotografia spod sceny

Hołd trzeba oddać całej grupie. Mimo innych obowiązków młodzież ze szkół czy studenci zbierali się i pracowali nad koncertem w wolnym czasie. Każdy z nich coś zainwestował w ten projekt. Sprzęt, sale, dojazdy… to wszystko kosztuje. Często zapominamy o takich detalach. Nie wszyscy są gotowi coś poświęcić na ich rzecz. W końcu te drobne wydatki trzeba było pokryć na bieżąco, nie po zakończeniu projektu. A zanim go sfinalizowano, niezbędna była ciężka praca przez długi czas. Ekipa w Woodkid Project musiała ze słuchu odtworzyć wszystkie utwory, uzyskać zgodę autora na ich odegranie. Wtedy znaleźli miejsce pod próby i przećwiczyli zgranie ze sobą wszystkich sekcji. Do tego zmontowali niektóre instrumenty od zera! Chwalebnie takie dedykowanie się projektowi przez półtora roku bardzo im się opłaciło.

Mam na myśli niemal pełną salę na taki „prowizoryczny i amatorski” koncert. Bilet dostał każdy, kto wsparł Woodkid Project przy zbieraniu funduszy przez Internet. Dla spóźnialskich były wejściówki po 25 zł, sprzedawane przed wejściem. A że trochę nas było w kolejce, to aż niesamowite, że występ zaczął się tylko z minimalnym opóźnieniem. W grę wchodziły dosyć poważne koszty. Chodzi tu np. o opłacenie wynajmu sali czy wspomnianych profesjonalistów, którzy obsługiwali koncert. Byłem szczerze zaskoczony, że akustyk czy oświetleniowiec wzięli symboliczne sumy. Tymczasem zapłata za salę wgryzła się w budżet bardzo głęboko. Jak widać patronaty to nie wszystko. We wspaniałym XXI wieku trzeba umieć sprzedać siebie i to, co się robi. Innej drogi nie ma. Może nigdy nie było?

Ale nie zapadajmy w cynizm. Bawmy się i tak najlepszymi we wszystkim anegdotkami. Historie opowiadane po występie były dla mnie słodką wisienką na torcie. Przy składaniu perkusji lub celebrującym drinku było co opowiadać. Zwłaszcza, że artyści z Woodkid Project musieli czuć ulgę. Zero zauważalnych z publiczności wpadek. Kilkukrotne stojące owacje, bisy, okrzyki dziewczyn, panowie wręczający kwiaty i całujący artystki… Występ był sukcesem. To jedno. Fakt, że grupa uzbierała wystarczające dużo pieniędzy i nikt nie musi uciekać do Meksyku – to drugie. Nawet przelewy od cioci z Ameryki nie będą ponoć potrzebne.

ANEGDOTKI, CZYLI TO, CO TYGRYSKI LUBIĄ NAJBARDZIEJ

Fotografia z: genius.com

Woodkid, czyli Yoann Lemoine, jest częściowo polskiego pochodzenia.

Jakie historie muzycy opowiadali przy barze? O montowaniu wielkich bębnów na ostatnią chwilę i modleniu się, żeby wytrzymały tak cały koncert. A były bardzo mocno eksploatowane. Wspominali o problemach z odsłuchem, na którym zamiast metronomu był wokalista, tylko odrobinę przeciągający swoje partie… gdy przy mikserze to zmieniono, przez chwilę miał polecieć zły podkład.

Skoro o metronomie mowa, ten niepojętym do dziś trafem zawiódł. Przesunął się w czasie względem podkładu i zmusił sekcję rytmiczną do jednoczesnego grania i zdejmowania słuchawek. Jak dla mnie to było bardziej spektakularne, niż zagrane przez nich solówki.

Chociaż być może brnięcie w plątaninie kabli żeby przybić piątkę z kolegą było jeszcze zabawniejsze i dodawało kameralnego ducha całej imprezie. Ponadto okazało się, że z trąb słoni robi się dobrą muzykę oraz że pomysły rzucane od niechcenia i w zrezygnowaniu mają sens.

W przypadku Woodkid Project na widowni chyba nikt się nie zorientował, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Bądź było dopięte na ostatni guzik. Nie należę do mistrzów spostrzegawczości, ale tego naprawdę nie było widać.

To całkiem uspokajające i inspirujące, gdy widzi się pasjonatów, którzy mimo niedociągnięć zrobili coś wspaniałego. Aż chce się próbować własnych projektów i czeka się na błędy. Byle nie zdradzać po sobie, że coś nie gra lub nie jest zaplanowane. Uważam, że zdolność wybrnięcia z takich sytuacji świadczy o profesjonalizmie. Do tego o tego typu drobnych wpadkach najśmieszniej opowiadać, prawda?

KIM JEST WOODKID?

Nie jestem znawcą gatunków muzycznych. Uważam, że nadawanie tylu różnych nazw kolejnym rodzajom i stylom wprowadza chaos. To całkowicie zbędne. Dla tych, którzy nie znają Woodkida – to pochodzący z Francji Yoann Lemoine. Pisze teksty do piosenek, projektuje grafiki oraz reżyseruje teledyski. Tworzył klipy dla Taylor Swift, Katy Perry, Lany Del Rey czy Drake’a i Rihanny. Wiosną 2011 r. spróbował sił tworząc własne utwory, samemu je śpiewając oraz promując wraz z innymi artystami lub podczas pokazów mody. Dopiero później udał się w trasy koncertowe.

Spotkałem się z określeniem jego twórczości jako neofolk. Nie wiem jak Wam, drodzy czytelnicy, ale mi nic to nie mówi. Na szczęście podczas koncertów widać znajomą jazzową orkiestrę. Czyli są wszelkie perkusje, instrumenty smyczkowe, pianino i blaszane puzony bądź tuby. W tle elektroniczny podkład, np. przerobiony dźwięk trąby słonia. Jednak zazwyczaj spotkamy się z bardziej tradycyjnym bitem. Do tego można dosyć dowolnie interpretować teksty – ale nie są one banalne. Album jest podobno autobiograficzny. Przyznam szczerze, że nie wiem, na ile to prawdziwe. Za to jestem pewny, że z utworami i zaśpiewanymi, zagranymi w nich historiami można się utożsamić.

TEN KONCERT DAŁ MI DO MYŚLENIA

Dlaczego? Bo z członkami Woodkid Project  również łatwo jest się utożsamić. Liderowi brakowało koncertu Woodkida, więc sam go zrobił. Każdemu z nas brakuje pewnych rzeczy, chcemy więcej w naszym życiu. Ale nieraz uciekamy w świat seriali, filmów, książek, gier… wreszcie możemy pojechać na koncert ulubionego artysty. Żeby zatopić się w jego twórczości, przeżyć tę muzykę na innym poziomie. To bardzo dobre, powinniśmy dawać sobie takie okazje i z nich korzystać. Tylko czemu nie pójść o krok dalej? Czemu tak mało jest osób, które rzeczywiście sięgają po to, czego im brakuje?

Oczywiście można powiedzieć, że ten koncert to wcale nie jest sięgnięcie po coś więcej. Grupa młodych artystów chciała pojechać na koncert, ale go nie było. W pewnym sensie nie dostali tego, co chcieli. Ale w takim razie zrobili go sami. Liczy się to, że autentycznie zrealizowali marzenie. Przy okazji wypromowali siebie, zdobyli dodatkowe doświadczenie. Po prostu odnieśli sukces. Dlatego dostałem dużą dawkę energii z tego spektaklu.

Zobaczyłem grupkę takich jak ja, młodych ludzi. Którzy nie wiedząc, czy im się uda oraz jaki będzie końcowy efekt, dedykowali półtora roku pracy konkretnemu projektowi. Mimo przerw i problemów, kontynuowali. Uważam, że łatwiej byłoby pójść na gotowy występ. Nieważne, czy Woodkid lub ktoś inny jest teraz w trasie koncertowej, czy nie. Liczy się sama idea. Oni zawalczyli o własne marzenie i nie czekali, aż ktoś poda im je na tacy. Sami wzięli. Czemu nie mamy zrobić czegoś podobnego?

WHEN LIVE GIVES LEMONS, MAKE LEMONADE

Zawsze podziwiam i biorę przykład z osób nieustępliwych. Które nie przyjmują do siebie, że nie mogą sobie na coś pozwolić. Zamiast położyć po sobie uszy, wyciskają z danych okoliczności wszystkie soki i obracają sytuację na swoją korzyść. To niezmiernie satysfakcjonujące. Ludzie z Woodkid Project przypomnieli mi, że to da się robić i nie ma w tym głębszej filozofii. Po prostu trzeba zakasać rękawy. Zainspirowali mnie do poważniejszego i pewniejszego zajmowania się własnymi pasjami. Dlatego o tym piszę!

Nie jestem jedyną osobą, która ma różne obowiązki i odpowiedzialności. Rzeczy, które przygniatają i pewnym sensie kradną nam czas. A mamy go tak mało. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu przynajmniej jedna osoba stwierdzi, że też weźmie przykład z Woodkid Project. Zacznie realizować własny cel bez względu na to, jak sensowny będzie się wydawał innym, z boku. Znajdzie na niego czas. Pozwoli sobie na hobby. Tak samo, jak młodzi artyści, którzy zagrali ostatnio w Gdańsku. Zapowiada się, że dadzą występ ponownie. Robią dalej to, co chcą. A Wy?

DLA ZAINTERESOWANYCH WOODKID PROJECT:

Jeśli jesteście zainteresowani cała inicjatywą i chcecie poznać zespół, link do najbliższego koncertu znajdziecie tutaj! Zachęcam, by z nimi chwilę porozmawiać. Dodatkowo warto rzucić okiem na ich profil na Facebooku. Poniżej znajdziecie kilka fotografii z prób oraz występu, na którym byłem w zeszłą niedzielę. Być może do zobaczenia 😉

O autorze /

Lubię doświadczać nowych rzeczy i uwielbiam prowokować do dyskusji. Wspaniale jest później obracać się w takim towarzystwie. Dlatego stwierdziłem, że czas zacząć pisać artykuły i doskonalić się, realizując to marzenie ;)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. (Więcej informacji)

Pragniemy, żeby 4WebZones było maksymalnie przystosowane i przyjemne dla indywidualnych potrzeb użytkowników. Żeby było to możliwe nasza strona używa plików cookies, o których możesz dowiedzieć się więcej wchodząc w ten link. Korzystając z naszego serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, dlatego prosimy o potwierdzenie w postaci kliknięcia przycisku "Akceptuj"
Pozdrawiamy, ekipa 4WebZones

Zamknij