Neurobiologia w służbie człowieka – zacznij puszczać muzykę i filmy na Netflixie myślami!

366

Oglądaliście „Pacific Rim”? Dla mnie ten film był ziszczeniem wszystkich chłopięcych marzeń i porządną wizualizacją podwórkowych zabaw (Hollywood ma nico większy budżet niż moje rodzinne osiedle). Zastanawialiście się nad technologią, która pozwalała myślami sterować tak wielkimi urządzeniami? Jeśli tak, to nie jesteście pierwsi. Już teraz na rynku jest pare urządzeń, które mają działać w oparciu o technologię EEG. To właśnie im przyjrzymy się dzisiaj.

Bezpośrednim bodźcem do tego artykułu był Hack Day na Netflixie. Jakiś czas temu streamingowy gigant zebrał swoich informatyków i inżynierów na 24 godziny w ramach produktywnej zabawy. W celu ćwiczenia kreatywności kazano im wymyślić dowolne usprawnienie bądź rozwinięcie serwisu. Jest to już coroczna tradycja, mimo że padające pomysły nie wchodzą zwykle do użytku. Wyjątkiem od tej reguły może być propozycja z 2014 r., kiedy to odpowiednio zaprogramowany Oculus Rift umożliwił użytkownikowi zobaczenie interfejsu Netflix we właściwej sobie, niepowtarzalnej przestrzeni 3D – w końcu ten koncept pozostawił po sobie ślad.

Jednak w tym roku jesteśmy świadkami pójścia o krok dalej. Jak widać na krótkim klipie wrzuconym na YouTube, specjalnie dla tych najbardziej leniwych widzów wymyślono Mindflix. Jest to zhakowana opaska Muse, umożliwiająca wybranie filmu czy serialu do obejrzenia, odczytując nasze myśli. Naturalnie rodzi to cała masę wątpliwości… zwłaszcza, że na filmie trzeba ruszać głową, a to raczej przypomina technologię Kineckt. Oczywiście w przypadku Hack Day mówimy tylko o kreatywnym rozwiązaniu, samym pomyśle i wiadomo, że nie jest to działające urządzenie. Ale przecież na rynku jest masa urządzeń, których producenci zarzekają się, że działają w oparciu o rejestrowanie oraz interpretację fal mózgowych. Czym one są? Jak działają te produkty i czy rzeczywiście są funkcjonalne? Wszystko po kolei.

mindflix

Link do całego klipu: https://youtu.be/cyMqFEJSI_U

Nasz mózg jest w pewnym sensie plątaniną kabli, przez które nieustannie płynie prąd. Rozróżniamy różne obszary tej elektromagnetycznej bombonierki, odpowiedzialne za inne funkcje w naszym organizmie. Problem w tym, że dopiero odkrywamy szczegóły różnych mechanizmów w naszym umyśle – jak np. myślenia. Badania nie są proste, bo mało kto jest chętny poświęcić się i „skorzystać” z inwazyjnej metody, co wcale nie dziwi. Jedną z wciąż niezrozumiałych spraw jest geneza i sposób powstawania fal mózgowych. Są to fale elektryczne, które rejestrujemy za pomocą EEG – czyli przykładając do posmarowanej przewodzącym żelem głowy, najlepiej krótko ostrzyżonej, od 20 do kilkuset elektrod.

Finezyjna fotografia nowoczesnej aparatury EEG

Finezyjna fotografia nowoczesnej aparatury EEG

Warto tu przypomnieć sobie słowa dr Housa – rybacy idący na łów nie wypatrują ryb, tylko ptaków, które na nie polują. Nie wnikają, dlaczego tak jest, nie tłumaczą tego inaczej, niż zwierzęcym instynktem, ale wykorzystują ten fenomen w praktyczny sposób. Tak samo przy pomiarze EEG nie trzeba wnikać w skomplikowany, fizyczny mechanizm generowania impulsów elektrycznych przez neurony aktywnie zaangażowane w konkretne zadanie, zbędna jest też nauka analizy matematycznej. Wystarczy zauważyć pewne prawidłowości, bowiem rejestrowane przy pomiarach fale podzielono na kilka kategorii i oznaczono literami greckiego alfabetu. Każda grupa jest emitowana w szczególnych sytuacjach: alfa podczas relaksu w gorącej kąpieli, z bardzo spokojną muzyką w tle; beta, gdy na ostatnią chwilę powtarzamy przed sesją – czyli przy bardzo angażujących dla mózgu zajęciach. Tak wiec na podstawie pomiaru EEG jesteśmy w stanie stwierdzić, co mniej więcej robi badana osoba. Pamiętajmy tylko, że rejestrowane sygnały są bardzo słabe, dlatego wymagają tak wysokiej jakości aparatury i specyficznych, wręcz laboratoryjnych warunków by je wykryć. Poza tym potrzeba wielu elektrod, przynajmniej 20, by móc pokryć podstawowe spectrum oraz mieć pewność, że przez pomyłkę nie uznaliśmy impulsu nerwowego za falę mózgową. Przecież nasze mięśnie poruszają się, ponieważ mózg razi je prądem, który EEG również widzi. Dlatego podczas tego badania nie wolno nam się ruszać poza słyszanymi komendami. Jak zapewne się domyślacie, to dosyć trudna do zastosowania poza gabinetem lekarskim technologia. Ale czy na pewno?

Drodzy czytelnicy, wyobraźcie sobie taką sytuację: Wasi znajomi narzekają, że mają problemy ze stresem, że ciągle są napięci. Nie potrafią przez to odpocząć, przenoszą problemy z pracy do domu, na związek, bo nie mogą wyłączyć nerwów… chcecie im pomóc! Przecież od tego są przyjaciele, prawda? Próbujecie najprostszych rozwiązań, w końcu często są najlepsze. Włączacie im relaksującą muzykę, przykładowo – szum morza. Albo dźwięki lasu… słyszycie te liście, ćwierkające ptaki, lekki tupot zwierząt… sami już macie ochotę owinąć się w koc i pójść spać, ale znajomi krzyczą, że jak długo to ma jeszcze potrmelomindwać, że oni nie czują efektu. Więc zainspirowani artykułem dajecie tym pracoholikom sposób na odwrócenie uwagi – aplikację na telefonie, gdzie wyświetlają się pomiary ich fal alfa! Na głowę zakładacie słuchawki działające na bloothoofa, z wystającymi kilkoma elektrodami, które dotykają tyłu ich głowy. Jak potwierdza dr Marina Papoutsi, jest to całkowicie wystarczająca metoda pomiaru, ponieważ właśnie tam sygnały alfa są najsilniejsze i stosunkowo łatwe do wykrycia. Poza tym, gdy próbujemy się zrelaksować, raczej nie machamy głową. Dzięki tej aparaturze znajomi widzą swój postęp w wyciszaniu się. Co więcej, program dostosowuje puszczaną muzykę do ich potrzeb. W ten sposób działa Melomind, prawdopodobnie jeden z najlepszych produktów tego typu na rynku.

Innym jest wspomniana wcześniej opaska Muse.

Opaska Muse w użyciu

Opaska Muse w użyciu

Ona również ma za zadanie rejestrować fale alfa i udzielać wskazówek odnośnie medytacji. Całe ćwiczenie polega miedzy innymi na odpowiedniej kontroli oddechu w akompaniamencie dostosowanej muzyki. Cały system osobistych osiągnięć i zaprojektowanych ćwiczeń mógłby zostać wyśmiany przez wiele osób lub skategoryzowany jako narzędzie do uzyskiwania efektu placebo. Być może – ale z mojej perspektywy jest to raczej zastąpienie trenera, który udziela Ci instrukcji. Ponadto zauważyłem, że my, ludzie, lepiej radzimy sobie z różnymi rzeczami, gdy możemy śledzić nasz postęp, nawet w tak pozornie łatwych sprawach, jak relaksowanie się i odpowiednie oddychanie. Oczywiście podobnych produktów jest o wiele więcej, jednak trzeba umiejętnie oddzielać ziarno od plew. Najprościej w praktyce, ale wiadomo, że przeciętny konsument nie jest w stanie kupić 10 najpopularniejszych produktów i je przetestować. Ponadto nie każdy ma doktorat w zakresie neurobiologii. Dlatego bardzo słusznym jest apel dr Lyndii Shaw, by podawać konkrety a propos działania danych urządzeń. A jest co wyjaśniać.

Wg dr Ermana Misirlisoya (UCL) są trzy główne pytania, na które każda firma w tym sektorze powinna odpowiedzieć:

  1. Czy urządzenia będzie można używać poza kontrolowanym otoczeniem, w ruchu – w domu, na dworze, w biurze – bez negatywnego wpływu na rejestrowanie fal mózgowych, a przez to funkcjonalność całego produktu?
  2. Jak można zminimalizować czas pomiaru  oraz ilość danych, potrzebnych do skutecznego działania?
  3. Czy nagrywane sygnały są rzeczywiście związane z zastosowaniem danego urządzenia?

Takie postawienie sprawy wydaje się bardzo uczciwe. W końcu nikt nie musi od razu zdradzać tajników produkcji, ale same filary koncepcji. Jeżeli producent urządzenia relaksacyjnego bądź pomagającego wyćwiczyć koncentrację (przy pomiarze fal beta) nie udziela takich informacji – od razu można go pominąć, ponieważ najprawdopodobniej używa EEG jako sloganu i hasła reklamowego tam, gdzie nie warto. Niestety to dosyć częsty mechanizm. Różni specjaliści holistycznych metod leczenia oraz nieudane zastosowania komercyjne neurofeedbacku spowodowały zrozumiałe zwiększenie dystansu kręgów naukowych do związanych z nim technologii. Praktycznie zatrzymało to ich rozwój, jak podaje dr Shaw w wywiadzie z serwisem Wareable. A bez solidnego wsparcia naukowców nie rozwiniemy tych urządzeń do takiego stopnia, byśmy ubrani w jedna opaskę siłą umysłu wybierali kontakt, na który dzwonimy. Choćby dlatego, że bez budowanego na długą metę zaufania konsumentów nie będzie pieniędzy na badania. W końcu jak pokazują wszystkie wojny świata, postęp jest najlepszy tam, gdzie największy z niego zysk.

A jak Wy, drodzy czytelnicy, oceniacie skuteczność urządzeń i samej metody ich działania?
Jaki znacie projektu przyszłych produktów?
Może sami macie pomysły lub doświadczenia z takimi, które już wcielono w życie?
Piszcie!

O autorze /

Lubię doświadczać nowych rzeczy i uwielbiam prowokować do dyskusji. Wspaniale jest później obracać się w takim towarzystwie. Dlatego stwierdziłem, że czas zacząć pisać artykuły i doskonalić się, realizując to marzenie ;)

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. (Więcej informacji)

Pragniemy, żeby 4WebZones było maksymalnie przystosowane i przyjemne dla indywidualnych potrzeb użytkowników. Żeby było to możliwe nasza strona używa plików cookies, o których możesz dowiedzieć się więcej wchodząc w ten link. Korzystając z naszego serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies, dlatego prosimy o potwierdzenie w postaci kliknięcia przycisku "Akceptuj"
Pozdrawiamy, ekipa 4WebZones

Zamknij